- Przepraszam. - powiedziałam.
- Wiem, że nie jestem najlepszą matką. I że nie raz cię zawiodłam. Powinnam też za to przeprosić. - mama.
- Nie. Jesteś najlepszą mamą na świecie. - powiedziałam i pocno ją przytuliłam.
- Idź spać kochanie. Jutro wcześnie wstajesz bo zakończenie roku. Moja mała córeczka kończy liceum. Jest tylko jedna zła wieść. - mama.
- Nie pożyczysz mi twoich szpilek ? - ja.
- Nie o to chodzi. Nie będę mogla tam z toba być, ale poprosiłam Marka żeby z toba pojechał. - mama.
- Nic się nie stało, ale buty mi pożyczysz?- zaśmiałam się.
- Tak.- mama. Poszłam na górę i poszłam spać. Od rana wzięłam prysznic. Włosy zostawiłam rozpuszczone i lekko pofalowane. Zrobiłam sobie kreskę eyelinerem i wytuszowałam rzęsy. Ubrałam na siebie to [link] Wzięłam torebkę spakowałam do niej mój telefon i portfel. Zeszłam na dół. Czekał już na mnie Marek. Pod szkołą zaparkowaliśmy.
- Wyglądasz świetnie. Ostatni dzień szkoły pokaż im. - Marek.
- Nie wiem co chyba blizny na rękach. - ja.
- Wierzę w ciebie. Przygotowałaś sobie przemówienie?- Marek.
- Nie. Pójdę na żywioł. - ja.
- Jak zwyle. To jest Asia którą wszyscy znamy i kochamy. - Marek. Poszliśmy na aulę. Wszyscy mieli swoje 2 minuty. Wszyscy gadali o tym, że w szkole było tak pięknie kolorowo. To się kuźwa zdziwią jak ja im powiem o moich przeżyciach w szkole. Na koniec wywołali moje nazwisko. Najlepsze zostawiają na koniec. Wyszłam na scenę. Wszyscy się gapią, a ja z moją kamienną miną podeszłam do mikrofonu i zaczełam mówić.
- Cieszę się że już wychodzę z tej szkoły. Inni tak pięknie opowiadali o tej szkole a ja powiem prawdę. Jedyne czego tutaj doświadczyłam to cierpienie i ból. Przyglądacie się moim rekom. Rodzice miejcie świadomość że to właśnie przez wasze dzieci moje życie to było piekło. Przez 3 lata które minęły doświadczyłam tyle nienawiści, tyle znieczulenia na ludzkie zło. Bo przecież liczy się fejm i kasa. Otórz nie. Szkoła właśnie się kończy, a wy zostajecie ze świadomością że przez was myślałam o śmierci 92 razy dziennie. Wasza bajka się skończyła, ale moja dopiero się rozpoczyna. Mimo wszystko. Powinnam wam podziękowac. Bo gdyby nie to że znęcaliście się nademną psychicznie i fizycznie to nigdy nie poznałabym mojej przyjaciółki. Nie powiem nic więcej bo szkoda mi tracić słów. - powiedziałam i zeszłam ze sceny. Usiadłam obok Marka.
- Ale im dałaś. Prawie płaczą. - Marek przybił mi piąteczkę. Po całym apelu i sratata Wstaliśmy i poszliśmy na parking.
- Hej. Asiu to co powiedziałaś było świetne niech wiedzą ile krzywdy ci wyrządzili. - Majka.
- Prawda boli, ale to już nie mój problem. - ja.
- Majka. Może masz ochotę dziś wpaść do Blue Note? Bo wiesz Asia będzie troche szefować dzisiaj bo mnie nie będzie, a jak przyjdziesz będzie miała trochę wsparcia. - Marek.
- Jasne z chęcią przyjdę. - Majka.
- To widzimy się wieczorem, a później możesz u mnei nocować? -ja.
- Jasne spoko. - Majka.
- Do wieczora. - uśmiechnęłam się i wsiadłam do samochodu. Marek wziął mnie na duży deser lodowy.
- Świetne są te lody.- stwierdziłam.
- Boskie. A tak przy okazji. Za ten dzisiejszy wieczór w klubie mam dla ciebie premię. Dobrze wiem jak podobają ci się Nike air maxy więc ci je kupiłem. - Marek
- Dziękuje.- powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję.
- Nie ma sprawy młoda.- Marek.
- Jesteś najlepszym tatą.- powiedziałam nadal go przytulając.
- Zawsze chciałem to usłyszeć. Dziękuję. Jesteś moją córką. Nie wierzę w to mam dziecko.- Marek.
- Jarasz się jak dziewica wibratorem.- ja
- Ja nie mogę mieć dzieci. Dlatego bardzo się cieszę że mogę uczestniczyć w twoim życiu. Kiedyś to nawet dostaniesz Blue Note. - Marek.
- Dzisiejszy wieczór to rozumiem przygotowanie?- ja
- Tak. Właśnie. Więc ogólnie nie musisz robić dużo. Otwierasz klub o 15. Około 15.30 schodzą się pracownicy. Wiesz barmani przogotowywują sobie wszystko, DJ, ochroniarze, bramkarze. I około 19-20 zaczynasz wpuszczać ludzi. No i nad ranem zamykasz klub. - Marek.
- To w gruncie rzeczy luzik.- ja. Marek odwiózł mnie do domu, a sam pojechał się przygotować na kolację. Ja weszłam pod szybki prysznic i ubrałam czarne szorty, top nie zakrywający brzucha i nowe air maxy od Marka. Zrobiłam makijaż i pojechałam autobusem do klubu. Wszyscy już byli i szykowali swoje miejsca pracy. DJ zaczął puszczać jakąś muzykę, a ja zaczęłam tańczyć.
- Dobrze się ruszasz.- DJ
- Jestem dzisiaj twoją szefową. Nie wyrwiesz. - zaśmiałam się.
- Kurde, ale nadzieja była.- zaśmiał się. Około 20 zaczęliśmy wpuszczać ludzi. Ja usiadłam w wyciszonym biurze Marka. Usiadłam przy laptopie Marka i weszłam na czat. Kiedyś zrobiłam stronkę z czatem. Jest dosyć popularna w Wielkiej Brytani, Polsce i Irlandii. Online było właśnie 400 osób. To było tak że miałeś swój Nick, Pseudonim i po prawej stronie były linki osób które są online a po lewej było okno do pisania. Jechałam przez nicki ludzi. Znalazłam jeden który mnie zaciekawił. "Sleeping with idiots"
Ja: Sleeping with idiots?
on: Śpiący z debilami. Cóż pasuje biorąc pod uwagę, że mieszkam z 5 przyjaciółmi.
Ja: Ja mieszkam z mamą. Ciągle sprawiam jej jakieś problemy, ale nie potrafię się zmenić.
On: Jakie problemy.
Ja: Tnę się, ciągle wymyślam nowe sposoby na śmierć. Miałam 4 próby samobójcze. Nie nic.
On: Dlaczego? Czy robienie sobie krzywdy sprawia że czujesz się lepiej?
Ja: Nie rozumiesz mojej sytuacji. W mojej szkole jeśli nie masz iPhone i conversów jesteś nikim. Więc przez trzy lata byłam nikim. Byłam dręczona. Myśl o śmierci była częstsza niż chodzenie do toalety.
On: nigdy nie byłem w takiej sytuacji, ale rzeczy materialne nie mają dla mnie znaczenia. Nie jestem osobą, która ocenia po wyglądzie.
Ja: jestem Jo.
On: A ja Dean.
Ja: Wiesz perkusista mojego ulubionego zespołu ma tak na imię.
On: A no wiesz w Wielkiej Brytani jest popularne imię. Nawet taka ulica jest w Nowym Yorku. Dean St.
Ja: hahah napewno na cześć Deana Lemona.
On: Nie wątpię. :D
Pisaliśmy ze sobą przez 3 godziny. Dean jest naprawdę miłą osobą. Wymieniliśmy się numerami telefonów. W końcu udnęłam na biurku. Kiedy się obudziłam miałam SMS od Majki że się nie wyrwie i było około 3 w nocy. Wstałam i przeciągnęłam się. Do gabinetu wszedł Marek z mamą.
- I co podobał się pierścionek?- spytałam.
- Ona wiedziała?- mama.
- Cóż spędzamy razem dużo czasu.- Marek.
- I co powiedziała TAK?- ja
- A jakbym powiedziała Nie to stałabym tu?- mama.
- No nie wiem. Ja sie nie znam na tych ślubach.- ja
- Dobra młoda idźcie do domu. Dam sobie radę. - Marek
- Teraz to ja lecę na parkiet bijacz.- ja
- Twoja córka jest świetną tancerką. - Marek
- Po mamusi tego nie ma.- zaśmiała się.