piątek, 30 sierpnia 2013

3- Ale im dałaś. Prawie płaczą.

Marek podwiózł mnie do domu. Mama siedziała w salonie. Usiadłam obok i wtuliłam się w jej ramię.
- Przepraszam. - powiedziałam.
- Wiem, że nie jestem najlepszą matką. I że nie raz cię zawiodłam. Powinnam też za to przeprosić. - mama.
- Nie. Jesteś najlepszą mamą na świecie. - powiedziałam i pocno ją przytuliłam.
- Idź spać kochanie. Jutro wcześnie wstajesz bo zakończenie roku. Moja mała córeczka kończy liceum. Jest tylko jedna zła wieść. - mama.
- Nie pożyczysz mi twoich szpilek ? - ja.
- Nie o to chodzi. Nie będę mogla tam z toba być, ale poprosiłam Marka żeby z toba pojechał. - mama.
- Nic się nie stało, ale buty mi pożyczysz?- zaśmiałam się.
- Tak.- mama. Poszłam na górę i poszłam spać. Od rana wzięłam prysznic. Włosy zostawiłam rozpuszczone i lekko pofalowane. Zrobiłam sobie kreskę eyelinerem i wytuszowałam rzęsy. Ubrałam na siebie to [link] Wzięłam torebkę spakowałam do niej mój telefon i portfel. Zeszłam na dół. Czekał już na mnie Marek. Pod szkołą zaparkowaliśmy.
- Wyglądasz świetnie. Ostatni dzień szkoły pokaż im. - Marek.
- Nie wiem co chyba blizny na rękach. - ja.
- Wierzę w ciebie. Przygotowałaś sobie przemówienie?- Marek.
- Nie. Pójdę na żywioł. - ja.
- Jak zwyle. To jest Asia którą wszyscy znamy i kochamy. - Marek. Poszliśmy na aulę. Wszyscy mieli swoje 2 minuty. Wszyscy gadali o tym, że w szkole było tak pięknie kolorowo. To się kuźwa zdziwią jak ja im powiem o moich przeżyciach w szkole. Na koniec wywołali moje nazwisko. Najlepsze zostawiają na koniec. Wyszłam na scenę. Wszyscy się gapią, a ja z moją kamienną miną podeszłam do mikrofonu i zaczełam mówić.
- Cieszę się że już wychodzę z tej szkoły. Inni tak pięknie opowiadali o tej szkole a ja powiem prawdę. Jedyne czego tutaj doświadczyłam to cierpienie i ból. Przyglądacie się moim rekom. Rodzice miejcie świadomość że to właśnie przez wasze dzieci moje życie to było piekło. Przez 3 lata które minęły doświadczyłam tyle nienawiści, tyle znieczulenia na ludzkie zło. Bo przecież liczy się fejm i kasa. Otórz nie. Szkoła właśnie się kończy, a wy zostajecie ze świadomością że przez was myślałam o śmierci 92 razy dziennie. Wasza bajka się skończyła, ale moja dopiero się rozpoczyna. Mimo wszystko. Powinnam wam podziękowac. Bo gdyby nie to że znęcaliście się nademną psychicznie i fizycznie to nigdy nie poznałabym mojej przyjaciółki. Nie powiem nic więcej bo szkoda mi tracić słów. - powiedziałam i zeszłam ze sceny. Usiadłam obok Marka.
- Ale im dałaś. Prawie płaczą. - Marek przybił mi piąteczkę. Po całym apelu i sratata Wstaliśmy i poszliśmy na parking.
- Hej. Asiu to co powiedziałaś było świetne niech wiedzą ile krzywdy ci wyrządzili. - Majka.
- Prawda boli, ale to już nie mój problem. - ja.
- Majka. Może masz ochotę dziś wpaść do Blue Note? Bo wiesz Asia będzie troche szefować dzisiaj bo mnie nie będzie, a jak przyjdziesz będzie miała trochę wsparcia. - Marek.
- Jasne z chęcią przyjdę. - Majka.
- To widzimy się wieczorem, a później możesz u mnei nocować? -ja.
- Jasne spoko. - Majka.
- Do wieczora. - uśmiechnęłam się i wsiadłam do samochodu. Marek wziął mnie na duży deser lodowy. 
- Świetne są te lody.- stwierdziłam. 
- Boskie. A tak przy okazji. Za ten dzisiejszy wieczór w klubie mam dla ciebie premię. Dobrze wiem jak podobają ci się Nike air maxy więc ci je kupiłem. - Marek 
- Dziękuje.- powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję. 
- Nie ma sprawy młoda.- Marek. 
- Jesteś najlepszym tatą.- powiedziałam nadal go przytulając. 
- Zawsze chciałem to usłyszeć. Dziękuję. Jesteś moją córką. Nie wierzę w to mam dziecko.- Marek. 
- Jarasz się jak dziewica wibratorem.- ja 
- Ja nie mogę mieć dzieci. Dlatego bardzo się cieszę że mogę uczestniczyć w twoim życiu. Kiedyś to nawet dostaniesz Blue Note. - Marek. 
- Dzisiejszy wieczór to rozumiem przygotowanie?- ja 
- Tak. Właśnie. Więc ogólnie nie musisz robić dużo. Otwierasz klub o 15. Około 15.30 schodzą się pracownicy. Wiesz barmani przogotowywują sobie wszystko, DJ, ochroniarze, bramkarze. I około 19-20 zaczynasz wpuszczać ludzi. No i nad ranem zamykasz klub. - Marek. 
- To w gruncie rzeczy luzik.- ja. Marek odwiózł mnie do domu, a sam pojechał się przygotować na kolację. Ja weszłam pod szybki prysznic i ubrałam czarne szorty, top nie zakrywający brzucha i nowe air maxy od Marka. Zrobiłam makijaż i pojechałam autobusem do klubu. Wszyscy już byli i szykowali swoje miejsca pracy. DJ zaczął puszczać jakąś muzykę, a ja zaczęłam tańczyć. 
- Dobrze się ruszasz.- DJ 
- Jestem dzisiaj twoją szefową. Nie wyrwiesz. - zaśmiałam się. 
- Kurde, ale nadzieja była.- zaśmiał się. Około 20 zaczęliśmy wpuszczać ludzi. Ja usiadłam w wyciszonym biurze Marka. Usiadłam przy laptopie Marka i weszłam na czat. Kiedyś zrobiłam stronkę z czatem. Jest dosyć popularna w Wielkiej Brytani, Polsce i Irlandii. Online było właśnie 400 osób. To było tak że miałeś swój Nick, Pseudonim i po prawej stronie były linki osób które są online a po lewej było okno do pisania. Jechałam przez nicki ludzi. Znalazłam jeden który mnie zaciekawił. "Sleeping with idiots" 

Ja: Sleeping with idiots? 
on: Śpiący z debilami. Cóż pasuje biorąc pod uwagę, że mieszkam z 5 przyjaciółmi. 
Ja: Ja mieszkam z mamą. Ciągle sprawiam jej jakieś problemy, ale nie potrafię się zmenić. 
On: Jakie problemy. 
Ja: Tnę się, ciągle wymyślam nowe sposoby na śmierć. Miałam 4 próby samobójcze. Nie nic. 
On: Dlaczego? Czy robienie sobie krzywdy sprawia że czujesz się lepiej? 
Ja: Nie rozumiesz mojej sytuacji. W mojej szkole jeśli nie masz iPhone i conversów jesteś nikim. Więc przez trzy lata byłam nikim. Byłam dręczona. Myśl o śmierci była częstsza niż chodzenie do toalety. 
On: nigdy nie byłem w takiej sytuacji, ale rzeczy materialne nie mają dla mnie znaczenia. Nie jestem osobą, która ocenia po wyglądzie. 
Ja: jestem Jo. 
On: A ja Dean.  
Ja: Wiesz perkusista mojego ulubionego zespołu ma tak na imię. 
On: A no wiesz w Wielkiej Brytani jest popularne imię. Nawet taka ulica jest w Nowym Yorku. Dean St. 
Ja: hahah napewno na cześć Deana Lemona. 
On: Nie wątpię. :D 

Pisaliśmy ze sobą przez 3 godziny.  Dean jest naprawdę miłą osobą. Wymieniliśmy się numerami telefonów. W końcu udnęłam na biurku. Kiedy się obudziłam miałam SMS od Majki że się nie wyrwie i było około 3 w nocy. Wstałam i przeciągnęłam się. Do gabinetu wszedł Marek z mamą. 
- I co podobał się pierścionek?- spytałam. 
- Ona wiedziała?- mama. 
- Cóż spędzamy razem dużo czasu.- Marek. 
- I co powiedziała TAK?- ja 
-  A jakbym powiedziała Nie to stałabym tu?- mama. 
- No nie wiem. Ja sie nie znam na tych ślubach.- ja 
- Dobra młoda idźcie do domu. Dam sobie radę. - Marek 
- Teraz to ja lecę na parkiet bijacz.- ja 
- Twoja córka jest świetną tancerką. - Marek 
- Po mamusi tego nie ma.- zaśmiała się. 

2- Będziemy rodziną. Czujesz to?

*Asia*
Powrót ze szkoły do domu. Znów czułam na sobie spojrzenia całego autobusu. Weszłam do domu. 
- Cześć kochanie. - mama dała mi buzi w policzek. 
- Cześć mamo. - uśmiechnęłam się sztucznie. 
- Jak było w szkole? - spytała z troską.
- Jak zwykle. - wzdrygnęłam ramionami.
- Idź umyj ręce. Zaraz będzie obiad. - mama.
- Dobrze. - powiedziałam i posłusznie poszłam do łazienki. Poszłam do kuchni gdzie mama już jadła. Usiadłam do stołu. 
- Miałam ci o tym narazie nie mówić. To jeszcze nic pewnego, ale nie chcę żebyś chodziła taka smutna. Dostałam awans w pracy. - mama. 
- Bardzo się cieszę. - powiedziałam nie do końca przekonana.
- To nie jest szczęśliwa mina mojej córki. Dlaczego się nie cieszysz? - mama.
- Bo ta praca cię wykańcza. I robisz to wszystko dla mnie, a ja nie mogę patrzeć jak po nocach siedzisz z tymi papierami. Wolę nie mieć pieniędzy wcale i nie patrzeć jak tak ciężko pracujesz. - ja.
- Ale aniołku. Owszem robię to dla ciebie, ale ja lubię tą pracę. - mama.
- Serio? Napewno kochasz być podrzędnym urzędowym adwokatem. Masz wykształcenie, więc proszę zrób z nim coś. - powiedziałam. W oczach mamy pojawił się smutek. - Przepraszam.
- Mówiłaś tylko co myślałaś. Rozumiem. - daj talerz pozmywam. Mama wzięła mój talerz. Poszłam do swojego pokoju. Około 18 miał przyjechać Marek żeby wziąć mnie do klubu. Praca. Weszłam pod szybki prysznic i przebrałam się w to [link] włosy spięłam w kucyka i zrobiłam grube kreski eyelinerem. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. 
- Brzuch ci widać.- mama.
- Wiem. Mam lusterko. - ja.
- Znowu się ubrałaś na czarno.- mama.
- Przestanę. Kiedy stworzą ciemniejszy kolor. - ja. 
- Marek napisał sms że czeka na dole. -mama.
- Dobrze ja idę. - powiedziałam i dałam mamie buziaka. Na dole weszłam do samochodu Marka.
- Hej mała jak tam? - uśmiechnął się do mnie.
- Dobrze. A u ciebie? - ja.
- A no też dobrze. Widzę że nie ma świerzych ran. - Marek też przejmował się moim cięciem.
- Nie ma.- ja.
- Bardzo się cieszę. - Marek. Zaparkowaliśmy i weszliśmy do klubu tylnym wejściem.  Ogólnie Mieszkam w Poznaniu w Polsce. A Marek jest właścicielem "Blue Note" klubu Jazz'owego. Jego konto bankowe jest większe niż nasz dom, ale mama nie pozwala mu wydawać na nas zbyt dużo. Rozumiem ją. Też jest mi głupio jak Marek mi kupi coś orginalnego. Dlatego pozwolił mi tu pracować. Nie może mi tak w prost dać kasy więc ją sobie zarabiam.  Ogólnie był czwartek i musieliśmy przygotować klub do całego weekendu imprez. Kiedy już wszystko ogarnęliśmy Marek poszedł cośtam na tyły posprawdzać, a ja włączyłam sobie Justina Biebera - Out Of Town Girl i zaczęłam tańczyć. Kiedy skończyłam ogarnęłam, że to buty nie są zbyt wygodne do tańca. Usiadłam na krzesełku przy barze. Przyszedł Marek i postawił przedemną małe pudełko. Otworzyłam w środku był pierścionek. 
- Oświadczasz mi się? - zaśmiałam się.
- Podoba ci się? - Marek.
- Tak. Bardzo jest śliczny.- ja.
- Myślisz że spodoba się twojej mamie? - Marek.
- Chcesz się jej oświadczyć?- spytałam.
- Tak.- Marek.
- To świetne. Będziemy rodziną czujesz to? - powiedziałam i rzuciłam się mu na szyję. 
- Też tak myślę. Biorę ją jutro na kolację. Dlatego mam do ciebie prośbę. Czy mogłabyś jutro poszefować w klubie? - Marek.
- Total. Pewnie że tak. - uśmiechnęłam się. 
- Dziękuję. Miło widzieć uśmiech na twojej twarzy. Taki szczery, a nie ten uśmiech nr 58 udawany. Wyglądasz wtedy jakby kota obdzierali ze skóry. - Marek.
- Yyyy. No way bitch. Nie mów tak do mnie.  Moje udawane uśmiechy są urocze. - ja.
- Urocza jak klapa od srocza.- Marek.
- Nie wiedziałam że znasz takie słowa. Marku zawiodłeś mnie. - ja.
- Mów mi tato. - Marek.
- Zaszalałeś.- zaśmiałam się z niego. 
- Dobra mała odwiozę cię do domu. - Marek.
- Mała? Powiedziałabym ci coś, ale mam do ciebie zbyt dużo szacunku.- ja.
- Chodź już MŁODA. - podkreślił ostatnie słowo. 
- Trochę lepiej.- ja.

czwartek, 29 sierpnia 2013

1- Dodatkowe dwa razy myślenia o śmierci

"Ostatnie dni szkoły. Bądź silna" pomyślałam w duchu wchodząc do szkolnego autobusu. Poszłam na sam koniec. Usiadłam i patrzyłam pustym wzrokiem w przestrzeń za oknem. Wyszłam z autobusu ostatnia. Nie chciałam się narażać na wysłuchiwanie głupich komentarzy. Pod szkołą czekała na mnie Majka.
- Hej. Żyjesz? Pokaż ręce.- powiedziała podciągając rękawy w mojej bluzie.
- Nie. Nie mam nowych ran, a uprzedzając kolejne pytanie 83. - ja.
- 83? - spytała nie do końca wiedząc o co chodzi.
- Od twojego wyjścia z mojego domu wczoraj pomyślałam o śmierci 83 razy. - powiedziała i spuściłam rękawy na dół.
- Jesteś chora psychicznie. - stwierdziła i pociągnęła mnie za rękę do sali od wosu. Był to praktycznie ostatni dzień szkoły. Jutro zakończenie roku, więc nic nie robiliśmy.
- Co porabiasz w wakacje ? - spytałam przyjaciółkę.
- No nie wiem jeszcze. A ty ? - Majka.
- Pracuję w klubie żeby zarobić na iphone. - ja.
- Nie jest ci potrzebny. - Majka.
- Ale po prostu chcę go mieć. - ja.
- Wiesz co myślę na ten temat. - Maja.
- Łatwo ci powiedzieć bo masz wszystko czego chcesz. Twoi rodzice są dziani i wszyscy cię lubią. Zasrana księżniczka. - powiedziałam i biorąc torbę wyszłam z klasy. Poszłam do łazienki. Zapaliłam papierosa. Usiadłam na ziemi i dalej paliłam wpatrując się w drzwi. Zaraz przyjdzie sprawdzić czy się nie tnę. 3...2....1...
- Asia. Nie mów tak o mnie. - Majka weszła do łazienki.
- Jak? - spytałam ironicznie i kolejny raz się zaciągnęłam.
- Zasrana księżniczka? Serio? Błagam cię. Myślisz, że mi na tym zależy? Jakby tak było to bym się z tobą nie zadawała. - Majka usiadła obok. Przytuliłam ją.
- Przepraszam. Poniosło mnie.
- Oj wiem, że masz trudny charakter, ale mimo to nadal cię kocham.- Maja.
- Dziękuję. - ja.

*Majka*
- 85. - powiedziała.
- czyli dodatkowe dwa razy myślenia o śmierci. Czy tobie się sufit na głowę nie spadł? - spytałam i wanęłam ją w ramię.
- Nie, ale jakaś asteroida to mnie porządnie pierdolnęła. - przyjaciółka się uśmiechnęła i wróciłyśmy na lekcje. Razem wytrwałyśmy do przerwy obiadowej. Na tejże przerwie poszłyśmy na schody prowadzące do piwnicy. Zawsze tam siadałyśmy i paliłyśmy. Nikt nigdy tam nie chodził, więc nas nigdy nie przyłapano. Zeszłyśmy na dół i odpaliłyśmy papierosa. Siedzieliśmy na schodach paląc. Wtedy nie były potrzebne słowa. Zaczęłam palić w zeszłym roku, a Asia już od dobrych dwóch lat pali. Na to jedno jej pozwalam. Kiedy skończyłyśmy włączyłam piosenkę Room 94 - Chasing the summer. Zaczęłyśmy śpiewac i tańczyć.  Całkiem nieźle nam wychodziło. Ja dobrze śpiewam a Asia tańczy.
- Hej weźmy chodźmy do jakiegoś "Mam talent" czy coś. - zaproponowałam.
- Pogięło cię ? Nic mi nie wychodzi i to też bym spieprzyła. - Asia.
- Ludzie ci tak mówią. A ja w ciebie wierzę. - uśmiechnęłam się.
- Czy tobie się sufit na głowę nie spadł? - zacytowała mnie.
- Nie ale twój talent mnie przytłacza. - zaśmiałam się.
- Jasne, a z nieba pączki lecą. - Asia.
- No to co my tak stoimy. Idzemy łapać pączki. - ja.
- Przestań. - Asia.
- Masz talent dziewczyno.- ja.
- Tylko ty tak twierdzisz, - powiedziała smutno....