piątek, 30 sierpnia 2013

2- Będziemy rodziną. Czujesz to?

*Asia*
Powrót ze szkoły do domu. Znów czułam na sobie spojrzenia całego autobusu. Weszłam do domu. 
- Cześć kochanie. - mama dała mi buzi w policzek. 
- Cześć mamo. - uśmiechnęłam się sztucznie. 
- Jak było w szkole? - spytała z troską.
- Jak zwykle. - wzdrygnęłam ramionami.
- Idź umyj ręce. Zaraz będzie obiad. - mama.
- Dobrze. - powiedziałam i posłusznie poszłam do łazienki. Poszłam do kuchni gdzie mama już jadła. Usiadłam do stołu. 
- Miałam ci o tym narazie nie mówić. To jeszcze nic pewnego, ale nie chcę żebyś chodziła taka smutna. Dostałam awans w pracy. - mama. 
- Bardzo się cieszę. - powiedziałam nie do końca przekonana.
- To nie jest szczęśliwa mina mojej córki. Dlaczego się nie cieszysz? - mama.
- Bo ta praca cię wykańcza. I robisz to wszystko dla mnie, a ja nie mogę patrzeć jak po nocach siedzisz z tymi papierami. Wolę nie mieć pieniędzy wcale i nie patrzeć jak tak ciężko pracujesz. - ja.
- Ale aniołku. Owszem robię to dla ciebie, ale ja lubię tą pracę. - mama.
- Serio? Napewno kochasz być podrzędnym urzędowym adwokatem. Masz wykształcenie, więc proszę zrób z nim coś. - powiedziałam. W oczach mamy pojawił się smutek. - Przepraszam.
- Mówiłaś tylko co myślałaś. Rozumiem. - daj talerz pozmywam. Mama wzięła mój talerz. Poszłam do swojego pokoju. Około 18 miał przyjechać Marek żeby wziąć mnie do klubu. Praca. Weszłam pod szybki prysznic i przebrałam się w to [link] włosy spięłam w kucyka i zrobiłam grube kreski eyelinerem. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. 
- Brzuch ci widać.- mama.
- Wiem. Mam lusterko. - ja.
- Znowu się ubrałaś na czarno.- mama.
- Przestanę. Kiedy stworzą ciemniejszy kolor. - ja. 
- Marek napisał sms że czeka na dole. -mama.
- Dobrze ja idę. - powiedziałam i dałam mamie buziaka. Na dole weszłam do samochodu Marka.
- Hej mała jak tam? - uśmiechnął się do mnie.
- Dobrze. A u ciebie? - ja.
- A no też dobrze. Widzę że nie ma świerzych ran. - Marek też przejmował się moim cięciem.
- Nie ma.- ja.
- Bardzo się cieszę. - Marek. Zaparkowaliśmy i weszliśmy do klubu tylnym wejściem.  Ogólnie Mieszkam w Poznaniu w Polsce. A Marek jest właścicielem "Blue Note" klubu Jazz'owego. Jego konto bankowe jest większe niż nasz dom, ale mama nie pozwala mu wydawać na nas zbyt dużo. Rozumiem ją. Też jest mi głupio jak Marek mi kupi coś orginalnego. Dlatego pozwolił mi tu pracować. Nie może mi tak w prost dać kasy więc ją sobie zarabiam.  Ogólnie był czwartek i musieliśmy przygotować klub do całego weekendu imprez. Kiedy już wszystko ogarnęliśmy Marek poszedł cośtam na tyły posprawdzać, a ja włączyłam sobie Justina Biebera - Out Of Town Girl i zaczęłam tańczyć. Kiedy skończyłam ogarnęłam, że to buty nie są zbyt wygodne do tańca. Usiadłam na krzesełku przy barze. Przyszedł Marek i postawił przedemną małe pudełko. Otworzyłam w środku był pierścionek. 
- Oświadczasz mi się? - zaśmiałam się.
- Podoba ci się? - Marek.
- Tak. Bardzo jest śliczny.- ja.
- Myślisz że spodoba się twojej mamie? - Marek.
- Chcesz się jej oświadczyć?- spytałam.
- Tak.- Marek.
- To świetne. Będziemy rodziną czujesz to? - powiedziałam i rzuciłam się mu na szyję. 
- Też tak myślę. Biorę ją jutro na kolację. Dlatego mam do ciebie prośbę. Czy mogłabyś jutro poszefować w klubie? - Marek.
- Total. Pewnie że tak. - uśmiechnęłam się. 
- Dziękuję. Miło widzieć uśmiech na twojej twarzy. Taki szczery, a nie ten uśmiech nr 58 udawany. Wyglądasz wtedy jakby kota obdzierali ze skóry. - Marek.
- Yyyy. No way bitch. Nie mów tak do mnie.  Moje udawane uśmiechy są urocze. - ja.
- Urocza jak klapa od srocza.- Marek.
- Nie wiedziałam że znasz takie słowa. Marku zawiodłeś mnie. - ja.
- Mów mi tato. - Marek.
- Zaszalałeś.- zaśmiałam się z niego. 
- Dobra mała odwiozę cię do domu. - Marek.
- Mała? Powiedziałabym ci coś, ale mam do ciebie zbyt dużo szacunku.- ja.
- Chodź już MŁODA. - podkreślił ostatnie słowo. 
- Trochę lepiej.- ja.

2 komentarze: